• Post category:Życie codzienne
  • Reading time:5 mins read

Niezwykła niedziela

Dzisiejsza niedziela wywarła na mnie niesamowite wrażenie; już dawno nie czułem takiego zapału do pracy misji kapłańskiej. Na pewno to za sprawą niezwykłych ludzi – gości w naszej parafii. Do tego dnia przygotowywaliśmy się bardzo długo (i nie napiszę, jak to bywa w kręgach duchownych, poprzez modlitwę, ale tak bardzo zewnętrznie; zaraz wytłumaczę o co chodzi 🙂 ).

Już od jakiegoś czasu planowaliśmy wizytę naszego arcybiskupa metropolity Tomasza z Nur-Sułtanu, który miał poświęcić nowe witraże w kościele w Jasnej Polanie.

Przy tej wizycie, planowany był przyjazd matki prowincjalnej Nazaretanek z Polski, jako wizytacji domu św. Jana Pawła II moich sióstr w Zielonym Gaju (celowo piszę moich, bo tak je traktuje, jako moje najbliższe tu osoby). Więc kolejne osobistości zawitały w parafii w Zielonym Gaju: matka Teofania i s. ekonomka Nikodema.

Pierwsze przygotowania to szereg zakupów, organizowania noclegu, gotowania. Moje siostry, na całe nieszczęście trochę się przeziębiły Kopen Anvistat (Lipitor) Zonder Recept Online , i tak ciągle przekładaliśmy zakupy (po większe jeździmy dalej, do Tajynszy, około 60 km). Aż w końcu czas nas przycisnął i s. Nikodema, choć bardzo słaba, wybrała się, żeby wszystko kupić na przyjazd sióstr z Polski. Bóg dał, że zaraz na drugi dzień po powrocie lepiej się poczuła (może to i za sprawą ziół szwedzkich i olejku narcyzowego, które bardzo polecam).

Najbardziej dla mnie zaskakującym było to, że sobotni obiad dla arcybiskupa, który miał być tylko zwykłym posiłkiem po podróży (a był to żurek i chleb na, “przemyconym” z Polski w butelkach po kosmetykach, zakwasie – jest on dla mnie bardzo cenny, otrzymałem go od moich przyjaciół w Brzezinach i gdyby pewnie zliczyć lata bakterii, które w nim żyją to pewnie mają już ładnych około 5 lat) stał się, według władyki, ekskluzywnym, imieninowym obiadem :D. Ale to właśnie nasz arcybiskup, zawsze umiejący pochwalić i zachwycić się nawet najprostszą rzeczą, jak wielkim skarbem.

Wysiłek raduje

Wreszcie przyszedł dzień oficjalnej wizyty arcybiskupa i sióstr wizytatorek: niedziela. Dla mnie bardzo wyczerpujący, ale jeszcze nigdy chyba nie czułem, żeby w zmęczeniu znajdować tyle radości. Ale przebywanie z pozytywnymi ludźmi w tym pomaga. O 7:00 uroczyste śniadanie z gośćmi w domu sióstr. Zaraz potem Adoracja Najświętszego Sakramentu, Różaniec, Eucharystia w Zielonym Gaju. Zaraz potem, już i tak z lekkim opóźnieniem, przejazd do Jasnej Polany na Mszę Św. o 11:00.

Nawet nie spodziewałem się, że w ten dzień wyspowiadam około 30 0sób (wiem, że realia polskie mają inny przelicznik). Te spowiedzi w sumie trwały ponad 1.5 godziny. Mnóstwo problemów, bardzo widocznego starania się o zachowanie czystej wiary wśród niesprzyjających okoliczności. Mądrość arcybiskupa to podsumowała:

Ludzie mają grzechy i dobrze, że chcą się spowiadać – to znak, że parafia żyje.

Nasz gość, Jego Ekscelencja, śpiesząc się na pociąg powrotny (tak, tak to tutaj często wygląda, że biskup podróżuje publicznymi środkami transportu), szybko zjadł obiad, a nasza praca ciągle wrzała: przecież jeszcze Msza Św. o 13:00 w Wiszniowce (35 km) i o 16:30 w Nowogreczanowce (15 km).

Na szczęście Pan Bóg dba o to, żeby nikt nie wiązał “pyska wołowi młócącemu” i mam gdzie zjeść ciepły obiad – jak w każdą niedzielę, siostry o to się troszczą.

Wreszcie wieczór, już po wszystkich Mszach Św., ale to jeszcze nie czas na odpoczynek, bo jeszcze katecheza dla młodych ludzi przed chrztem.

A na koniec dnia Pan Bóg zostawił “wisienkę na torcie” wspólne nieszpory (z tajemnymi modlitwami nazaretańskimi 😀 ) kolacja (jak zwykle po królewsku przyrządzona przez moje siostry) i dłuuuuuuugie rozmowy. Nasi goście, siostry z Polski, choć bardzo zmęczone podróżą i zmianą czasu, wytrwale kontynuowały tematy. Nie obyło się bez anegdot, żartów i śmiesznych sytuacji z pracy kapłańskiej i zakonnej.

A jako że wybijała już powoli 22:00, ja wybrałem się do domu, na plebanię, a MATUSZKA PROWINCJALNA (specjalnie podkreślam) zabrała się za poważną pracę: ubrała kolorową, kwiecistą, tak jak wszystkie kobiety u nas na wsi, podomkę i zabrała się za zmywanie.

Prawdziwa radość: “oddaj wszystko co masz i chodź za Mną”

Litery nigdy nie oddadzą tego co dziś czuję: to wielka radość ze służby , kiedy wiem, że parędziesiąt kilometrów dalej czekają ludzie na spowiedź, rozmowę, Eucharystię, rozmowę, możliwość pożalenia, przytulenia, potrzymania za rękę. Nie ma nic piękniejszego niż świadomość tego, że ktoś na Ciebie czeka, bo bez Ciebie nie spotka się z Jezusem Chrystusem w sakramentach.

Przykład wiary naszego arcybiskupa, kochanych sióstr (one zawsze się tak do siebie zwracają, i nie ma tu nic ze sztuczności, ale to szczere wyznanie) i przede wszystkim naszych parafian potwierdza zapewnienie Chrystusa:

Nie ma nikogo, kto by opuścił dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, żonę, dzieci lub pole ze względu na mnie i na ewangelię; A kto by nie otrzymał stokrotnie więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a w przyszłym świecie życia wiecznego.

AMEN 🙂

Jeśli coś Cię niedawno może tak ucieszyło, napisz w komentarzu, albo w wiadomości prywatnej. Czekam 🙂

Ten post ma jeden komentarz

  1. Krzysztofa

    Szczęść Boże. Ostatnio przez tydzień byłam chora i leżałam w łóżku…czego nie cierpię…ale przez to mogłam więcej czasu poświęcić na modlitwę , czytanie zaległych książek ( oczywiście o treści religijnej) i odnaleźć dobre strony w chorobie. Najbardziej bolała mnie nieobecność na codziennej Eucharystii…ale wszystko jest po coś 😁 Chwała Panu i Maryi Amen 🙏

Dodaj komentarz