• Post category:Życie codzienne
  • Reading time:5 mins read

Ассалаумағалайкум!
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Po 3 dniach pobytu na Kazachskim Stepie wreszcie zorganizowałem czas, żeby opisać pierwsze wrażenia.

Niedziela

Pożegnania są bardzo ciężkie, choć na poziomie głowy człowiek rozumie, na czym polega życie, podróże, a tym bardziej misja kapłańska, to jednak serce też ma coś do powiedzenia: więc, choć i bym może chciał, to nie można było powstrzymać łez przy odjeździe z rodzinnych stron. Wiem jednak, że łzy zawsze pokazują bogate serce – za nie też dziękuję Bogu. W tym smutnym pożegnaniu radością były miłe podarki: misyjny tort, a także laurki – serca od moich siostrzeńców. Tort oczywiście nie mógł być zabrany do walizki, więc cieszył kubki smakowe (choć i wrażenia wzrokowe były nasycone) jeszcze w Polsce. Serca poleciały razem ze mną i wylądowały na moim biurku przy Miłosiernym Jezusie.
Pan Bóg dba o wszystko, więc i zadbał o to, że znalazłem transport do Warszawy (w wyborowym towarzystwie); nie zostawił mnie też samym na lotnisku, gdzie czekał na mnie komitet pożegnalny. To ich obecność była dla mnie radością, ale także prezent: margaretka modlitewna za kapłana, dała świadomość, że są konkretni ludzie modlący się w konkretny dzień. Takich “niebiańskich bojówek” mam już dwie, więc wiem, że gdzieś daleko są ludzie, modlący się za mnie. Kiedy patrzę w okno witając Wschodzące Słońce, mówiąc, aby nie zapomniało za 4 godziny wstać i w Polsce, i kiedy macham Słońcu na Zachodzie, ciesząc się, że jeszcze 4 godziny będzie grzało moich bliskich, pamiętam także o tych, którzy w szczególny sposób są “modlitewnymi bojówkami”.
Tak wyposażony, w duchowej komandzie (razem z o. Tomaszem, misjonarzem od 8 lat w Kazachstanie a także s. Klary, misjonarki od 6 lat) wznieśliśmy się w polskie niebo na wysokość 11300 m i z prędkością 1000 km/h pędziliśmy do Kazachstanu.
Lot samolotem, kiedy już wzniesie się ponad poziom chmur, że Słońce świeci ciągle, nawet kiedy jest pochmurnie i pada deszcz. Tak i w naszym życiu, czasem może się wydawać, że jest beznadziejnie, ale tak naprawdę to tylko część naszego życia. Gdzie indziej ciągle świeci Prawdziwe Słońce Boga.
Wreszcie po 4 godzinach lotu, około 4 nad ranem mroki nocy zaczął rozświetlać nowy dzień. To bardzo przenikające duszę, kiedy można modlić się kantykiem Zachariasza widząc ten codzienny cud nowego wschodu Słońca, zapowiadający przyjście Jezusa Chrystusa na końcu czasów:
nawiedzi nas z WYSOKA WSCHODZĄCE SŁOŃCE
P.S.
Swoją drogą, tu w Kazachstanie może wcześniej przyjdzie Dzień Ostateczny 😀
Bowiem tak jak błyskawica wychodzi ze WSCHODU i świeci aż do zachodu, tak będzie i z przyjściem Syna Człowieka.
Mt 24, 27
Poniedziałek
Po tak duchowej podróży, z wielkim przejęciem i radością stanąłem na Kazachskiej Ziemi, przywitany przez naszego Ojca Arcybiskupa Metropolitę Tomasza (2 tygodnie wcześniej obchodził swoje 70. urodziny). Arcybiskup zabrał moją walizkę do samochodu i całą grupą przejechaliśmy do kurii, gdzie czekał i posiłek i możliwość odespania różnicy czasowej.
Póki jeszcze byłem w stolicy Nur-Sułtanie, skorzystałem z wieczornego spaceru po mieście.

 

Wtorek
Po przygotowaniu wszystkich dokumentów w kurii, potwierdzeniach notarialnych, razem z moim proboszczem o. Mariuszem ruszyliśmy w podróż do i Zielonego Gaju. Kazachstan okazał się być bardzo urozmaiconym przyrodniczo miejscem. Chociaż przez większość czasu towarzyszył nam szeroki, bezkresny step, to jednak nie brakowało też i jezior, gór Północy oraz lasów.

Jako, że często, oprócz oficjalnych dróg, korzysta się z przejazdów przez dziki step, również i nas tam poniosło. Wydawało się, że płyniemy w bezkres. Dopiero “zimny prysznic” w postaci błotnej kałuży w którą się zakopaliśmy sprowadził mnie na ziemię. Nasze auto, co jest bardzo oczywiste, wyglądało jak zamaskowany gliną czołg na wojnie, ale dało się nim bezpiecznie dojechać.

Wielką i miłą niespodzianką było przywitanie w Zielonym Gaju przez moich parafian chlebem kazachskim (lepioszką) z solą oraz wspólna gościna przy suto zastawionym stole.
Tak przywitany mogłem odetchnąć już sam w nowym domu. Jednak ostatecznie okazało się, że nie będę nocował sam, ale z koleżanką………………………… MYSZĄ, która przyprawiła mnie o mały stres. Zabezpieczony na noc udało się spokojnie zasnąć i nabrać sił na nowy dzień.
Środa
Pierwszy poranek w Zielonym Gaju powitał mnie pięknym, ciepłym Słońcem. Potem adoracja Najświętszego Sakramentu i poranna Msza Św. w kościele Zesłania Ducha Świętego. Słowo Boże jasno dało do zrozumienia, że Jezus Chrystus ciągle przychodzi (i tutaj na ul. Wowroskiego w Zielonym Gaju także 🙂 ). Ugruntowałem w sobie też cel swojej misji:
Także innym miastom muszę głosić królestwo Boże, bo po to zostałem posłany.
Łk 4, 43
Po modlitewnym poranku przyszedł żmudny czas przygotowywania dokumentacji i wizyt w urzędach. Wszędzie tam spotkałem się z miłym przyjęciem i serdeczną ciekawością (oczywiście jednym z pierwszych pytań jakie padały to pytanie o żonę i dzieci 🙂 ).

I tak nadszedł wieczór, chwila oddechu, modlitwy i nabierania sił na kolejne dni, a co one przyniosą – nikt tego nie przewidzi, co jest bardzo normalne w Kazachstanie 😀

Ten post ma 5 komentarzy

  1. Bożena

    Sercem i myślami jesteśmy z Tobą. Niech Boża Opatrzność zawsze Cię chroni.

  2. Ks. Tomasz

    Jedni już pracują, żeby inni mogli spokojnie za 4 godziny wstać 🙂 Bożego Ducha i wytrwałości na kazachskim stepie

  3. Krzysztofa

    I zesłał Duch Święty księdza Łukasza do Parafii ,,Zesłania Ducha Świętego” cóż więcej można napisać…
    Niech Duch Święty prowadzi Księdza , działa w Księdzu i poprzez Księdza 🙏❤️
    W modlitwie 🙏 Z Panem Bogiem

  4. Ula

    Myślami i modlitwą jesteśmy z Tobą. Wszystkiego dobrego opieki Matki Bożej

  5. Justyna

    Dziękujemy księże Łukaszu za tego bloga.
    Dzięki niemu będziemy mogli dostawać wiadomości z pierwszej ręki z Twojej posługi, jak również wspólnie z Tobą przeżywać dobre i złe chwile.
    To będzie nas pobudzało do jeszcze bardziej gorliwej pamięci modlitewnej.
    Niech Maryja prowadzi Cię przez ten czas niełatwej posługi i misji kapłańskiej.

Dodaj komentarz